niedziela, 9 czerwca 2013

Sztuka

Jeszcze chwila i się zacznie...
Jeszcze krztyna i rozpocznie...
Czas z kulturą nie umiera,
choć co chwilę gaśnie.
Magia świata jest ogromna,
Magia chwili nie ulotna.
Ciągle lubi człowiek wdzięki,
a tu proszę - coś od ręki.
Z każdą chwilą świat się zmienia,
co sekundę ktoś umiera.
Ale w świecie coś się dzieje
i układa się kolebka.
Właśnie coś nowego tworzysz,
właśnie w czymś ciekawym działasz.
Może słowem, może czynem.
Ale chcesz - no to sztama.
Niech się człowiek przyzwyczaja,
że kultura to jest Drama...
Ale dobra i przyjazna,
choć czasami i bolesna.
Człowiek upadł po przez braki.
Brak kultury i wytchnienia...
Brak zadumy i myślenia...
Ale działaj jeden z drugim
i rozwijaj swoje słowo,
swoją siłę - żyj na nowo.
Niech coś w Tobie się podzieje,
Niech zaiskrzy skromne pienie.
Bo w czym można się odnaleźć
to jest własne zawołanie.
Pienia serca i rozumu.
Pieśni proste ze swej duszy.
Nie zaniechaj kąska duszy
pokazuj co cię kruszy.
Każda siła do działania
tą niezwykłą siłą włada.

Tak więc piszę w prostym słowie,
choć się trochę tego boje.
Niech kultura mnie oświeca,
niech muzyka sercem włada.
Słowo wszędzie się obraca
choć nim często się zamiata.
Ta tu chwila jest wytchnienia.
Co kultura w Tobie zmienia.

piątek, 17 maja 2013

Przemarsz wszystkich zapomnianych



Dziś widziałem Kwazimodo.
Nie daleko przeszedł drogą.
Ciężkie brzemię dźwigać musiał,
gdyż mu garb zawzięcie chrupał.
Przecież człowiek jest kalką,
a tu proszę. Idzie pieszo.
Lecz po chwili spoglądania.
Widzę już innego drania,
który skrada się jak Hrabia.
Niosąc dziecię z obłąkania.
Po przechadzał się ulicą.
Nagle, puf. I już zniknął.
Popatrzyłem sobie w niebo.
A tam frunie jakieś drzewo.
To leciała Baba Jaga.
Na swej miotle do sprzątania.
A tuż za nią bzyczy pszczoła.
I zawzięcie kogoś woła.
Jeszcze jakiś dziadek w tiarze.
Co swą różdżką dobrze włada.
Chciałem podejść trochę bliżej,
ale tylko się zderzyłem
Z jakimś starym King gorylem.
A za wielkim tym zwierzakiem,
mumia tapla się swym piachem.
Co za dziwny wieczór miałem,
Już się bałem, że zaspałem.
A do tego tłum dziwaków
pozdrawiają jak chomika.
Coś dziwnego mnie szarpnęło,
a to przecież nic wielkiego.
Schylam się i patrzę dobrze,
a tam mały krasnal rośnie.
Czy to czary? Czy fantazje?
Ale Romek z Julcią właśnie
pod pierzyną sobie leżą,
na dywanie jakimś lecą.
Same dziwy i streszczenia,
a tu kleks się w mysz zamienia.
Tyle bajek przeleciało.
A mnie księciu wita śmiało.
I podchodzi do mnie blisko,
ja się dziwie, bom jest psisko.
Straszne ciarki przeleciały,
Ja się włączam do parady.
Idę zaraz za Zawiszą,
który macha ciągle brzytwą.
Patrząc w prawo, zobaczyłem.
Jak Kot w butach już kłusuje.
Za mną jeszcze pełna chmara.
Bo i hiena tam się skrada.
Mało tego, patrzę dalej.
A tam mamut idzie w parze,
z jakimś smokiem który w szparze,
miał osiołka w jakimś darze.
 Same bajki i fantazje
przeszły przez ulice właśnie.
Tak więc łbami tylko kręcę,
bo nie widzę mitów jeszcze.
Może w tyle się schowały
leśne Drzewce no i Driady.
Przecież nic dziwnego jeszcze,
bo tu wszędzie idą wieszcze,
i bajarze i pisarze.
I muzycy, i pieśniarze.
A do tego jeszcze jedni.
Ci - filmowcy jacy przedni.
Z Oscarami sobie pędzą
bo dyskusją już zanęcą.
A na przedzie Wieszcz prowadzi
chmarę wszystkich i nie kadzi.
Ciągle widzę z jaką dumą
niesie  sztandar: PRECZ Z KOMUNĄ!

czwartek, 2 maja 2013

Zimny ogień

Gdy rozglądam się w podzięce
widzę wszystkie sztuczne ręce.
Sama zazdrość i obłuda,
pełna chamstwa ich kultura.

Ignorancie jeden z drugim!
Patrz co czynisz swoim bliskim.
Oni bogu ducha winni.
Ba! na zaszczyt zasłużyli.
Gdyż we wszystkim dadzą Tobie
każdą miłość w swej osobie.
Na swój sposób utajony.
Bo w swym wieku ma humory.

Nie pojmujesz ich idei?
To nie szukaj w nich nadziei!
Zobacz najpierw wewnątrz siebie,
aby mówić o ich biedzie.
Nie każdemu będzie krzywda.
Inny z bólem się ukrywa.

Tak więc człeku, rzeknę sobie,
abyś żył w wszelakiej zgodzie.
Nie pojmujesz? Weź no zobacz.
Przecież nikt nie chodzi opak.
Każdy ma wrażliwość własną,
Lecz niektórzy są dość mocni
i zmrażają swe czułostki.

Tak więc trzeba delikatnie
sprawdzić czy tu wszystko zacnie.
Po co sparzyć się tym ziąbem?
skoro można ogrzać ogniem.
Tak więc szczęście jest tu wtedy,
gdy z lodowca żar się szerzy.
Niech się zatli ognik mały,
a rozpali w ogień cały.

Niech to będzie wasza trwoga
aby zawsze stopić loda.
Kiedy przyjdzie weń ochota.

piątek, 29 marca 2013

Wiosna

LUDZIE!!!! LUDZIE!!! WIOSNA PRZYSZŁA!!!
Lecz dość dziwna, trochę mroźna.
Dziś zaglądam przez okienko,
a tam sypie Dziadek śnieżką.
Cóż, dziś koniec marca mamy,
A za oknem pełne czary.
Bo to przecież nie słychane,
aby auto zasypane.
Tak więc dziwię się tej wiośnie.
Przecież spóźnia się jej okres.
Zawsze mówią, że w tym marcu
jest jak zawsze w pełnym garncu.
Trochę zimy, trochę lata,
A tu dziadek sobie lata.
Dziś wybiorę się na sanki
zrobię kulę no i wianki.
Może bałwan odejść sobie
bo królika zrobię, może.
Chyba wiosnę doszły słychy,
że na świecie nie ma skruchy.
I już mówi: "Przecież wiecie,
Ja mam lenia, no i chcecie,
abym ciągle piękna była,
a ty proszę taka lipa.
Nie chce mi się dzisiaj wstać.
Po cholerę mam rozmarzać?
Mnie jest dobrze w moim łożu,
jest tu ciepło, chociaż chłodno.
A tam zawsze Witaj wiosno.
Po co mam dziś znowu wracać
jak za chwilę będzie Pa, Pa.
Mam już dość być od święta.
Tak więc żegnaj, mały świecie
ja już nie che stroić ciebie.
Może przyjdę tuż przed latem.
On mnie zawsze smagnie batem.
Tak więc cieszę się, że chcecie
moje boskie te wcielenie.
Przyjdę zaraz z późną wiosną.
Bo tu przecież święta rosną.
Nie odbiorę wam zabawy
na dyngusa dam do pary.
Będzie może lepszy śnieg.
Albo deszcz. Może... Wiesz.
Coś wymyślę dla rozrywki.
Tak więc lecę do pierzynki.
Baw się dobrze ludzki świecie
I pamiętaj - Przyjdę w lecie."
Po tych słowach już zasnęła,
a ja stałem jak przy świecach.
Teraz wiemy co zrobiła
I że lenia nie zdusiła.
Poczekajmy jeszcze trochę,
przecież bywa, że się nie che.
Ale przyjdzie, chyba. Może.
Niech no przyjdzie. Ja tak proszę.
Przecież święta są Zajączka
a nie Dziadka, tego Mroza.

środa, 27 marca 2013

Chwila nędzy


Piszę wiecznie niestarannie.
Mówię, niby niepoprawnie.
Robię błędy w mowie, piśmie.
Więc nie widzę siebie w "Piśmie".
Bywam głupi i nie wierny.
Ciągle bywam w mojej nędzy.

Tak, więc piszę nieudolnie.
Mówię zawsze choć bezgłośnie.
Dążę dalej do poprawy.
Ciągle czytam wielkie sprawy.
Trochę książek z obrazkami,
czasem wiersze z literami.
Bywam także w wielkim świecie,
pod teatrem w nikłym mieście.

Tak! Ostatnio znów czytałem.
Z tym Adamem - "mym" pisarzem.
Przybył do mnie, nie wiem czemu.
Podał księgę, lecz nie wiersze
i wszedł za mną do salonu.
Tu zasiadłszy koło stołu
otworzyłem tomik wreszcie.
"Pan Tadeusz" - widzę pisze.
Piękne, wielkie i masywne.
Cóż za zdobne to tomiszcze.
Gdy otwarłem, to zgłupiałem,
bo te strony były zgrzane.
A w tym pięknym wydrążeniu
pół litrówka stała w biegu.
Jam ją wyjął i zaglądam,
a tam jeszcze mała "Gorzka".

Już poszedłem po kieliszki,
lecz tu słyszę jakieś piski.
Bo ten stuka w grzbiet książeczki,
wiec zaglądam w bok okładki.
A tam napis dosyć gładki:
"Tu kieliszki się znalazły".
Tak więc patrze w te szpargały
I tam widzę dwa kryształy.
Bardzo trafne do powieści,
gdyż bez nóżki i okrągłe
kolebiące się pod kątem.

Tak czytaliśmy nie łatwo,
bo nam soku już zabrakło.
Każdy rozdział, wers po wersie
lałem śmiało i dość żwawo.
Po lekturze, która była
bardzo szybka - pamiętliwa.
I wiedziałem, że ta mała
była jako księga czwarta.
Mówię czwarta? Otóż trzecia.
Nie no, przecież. To ta była?
Już pamiętam, nie czytałem.
Tylko, ją już wysłuchałem.
Cóż to było za słuchanie.
Przecież wiem, że byłem w stanie.
Tylko w jakim? - tego nie wiem.

Wysłuchanie też, że księgi.
Tej namiętnej choć ostatniej.
Tej trzynastej - mało ważnej.
I tak teraz, przecież widzę,
że to pisał jakoś dziwnie.
Już wiem przecież, że to inny,
bo oryginał był dość dziwny.

Po czytaniu - wysłuchałem.
Po słuchaniu - odespałem.
Na dzień drugi już zgon miałem
i rodzicom wykład dałem.
Że - poezja bywa ciężka,
a tym bardziej w starej mowie.
Oraz, że sarmacka szlachta
lała tylko w swoje gardła.

Po tym wielkim epitecie
mówić na głos - przecież wiecie.
Gdy swą gębę już otwarłem,
to z żołądkiem już odpadłem.

Tak więc siedzę i notuję,
tego co tak skrycie czuję.
Coś z tą wódką jest nie tak!
Bo wciąż czuję wstrętny smak.

wtorek, 26 marca 2013

Kot czy Pies

Kim by tu zostać?

Kotem?
Kot jest bardzo przywiązany do miejsca. Nawet po przeprowadzce wraca w to samo miejsce. Nie pokazuje swoich uczuć. Chcąc coś osiągnąć pokazuje swoje prawdziwe oblicze w każdej chwili.

Psem?
Pies oddaje uczucia do Ludzi - swoich "przyjaciół". Niechętnie się rozstaje ze swoim prawdziwym panem, a czasami razem z nim wyzionie ducha. Chcąc coś osiągnąć jest prawdziwym sobą, nie oszukuje, nie kantuje.

Czym by tu zostać. Wiem. Zostanę koto-psem, albo pism kotem... Bo i ludzie, i miejsca są naprawdę ważne dla mnie... Czym byłbym gdyby nie te dwie cechy połączone ze sobą...

środa, 20 marca 2013

Mleczny ząb

Moje ząbki wchodzą świetnie.
Rozgryzają każde ciałko.
Nie brakuje im ostrości,
gdyż piłuję je co rano.
Bo w pamięci mają wiele
tego co się wypić dało.

Ach me ząbki plastikowe
wbijam w każdy krowi worek,
zwącym się kartonem mleka.
Gdyż to boska jest ma dieta.